
jak dalej mam.... mam tak zyć sam na sam.
czwartek, 8.grudnia.2011, 00:01Kiedy to się skończy? Kiedy ten cały smutek, żal, ta ogromna rozpacz, która we mnie siedzi, się skończy?! Mam dość tego życia, bo czuję... wiem, że je przegrałam i chociaż walczę, walczę jak mogę, to wiem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, a potem znowu będzie to samo. Błędne koło.
Nie potrafię także cieszyć się szczęściem innym. Kiedyś się starałam, bo zawsze miałam z tym problemy, ale teraz... nie potrafię. Dlaczego wszyscy na około mnie doznają szczęscia, rozkwitają, a ja stoję i więdnę. Każdy potrzebuje jakiegoś impulsu, by pchnął go do przodu, ja się cofam.
Moi przyjaciele... nic o mnie nie wiedzą. Jak nakreślam, co mi jest, twierdzą, że sama sobie coś wmawiam. Dalsza rozmowa nie ma sensu. Raz zwierzyłam się przyjaciółce, to ta następnego dnia robiła wszystko, jakby tej rozmowy nie było, więc po co się zwierzać? Przecież ich nie obchodzi moje życie, ja nawet nie chce, by obchodziło. Nie potrzebuję przyjaciół, bo są oni potrzebni, by się wygadać, pójść na piwo z nami itp, a ja tego nie potrzebuję, więc i oni są zbędni.
wszystko jest zbędne.
W domu też sajgon.
Boże, ja chcę umrzeć. Nie chce żyć. Nie chcę. Daj to życie komuś, kto da radę się z niego cieszyć, bo ja nie umiem.
Przestałam panować nad swoim życiem. Tak strasznie bałam się tego dnia... tak, jak kiedyś bałam się śmierci babci, która w końcu nadeszła, tak teraz, cholernie bałam się dnia, w którym przestanę kontrolować swoje życie i poczyniania. Oczywiście, zawaliło się wszystko.
Boję się. Tak strasznie się boję. Muszę się wziąć za siebie, ale nie mam bodźca, by to zacząć jakoś i to z zapałem, nie tak jak ostatnio.
Boże, Maryjo, Józefie Święty, jeżeli naprawdę nie jest wam obojętny los każdego człowieka na ziemi, nie pozwólcie mi trwać w tym stanie. Z każdym dniem, z każdym miesiącem mam dość. Czasami zwijam się w kulkę i krzyczę w poduszkę z bezsilności. Nie znoszę siebie, nienawidzę, nie cierpię.....
<kartka z pamiętnika>
Zjebałam / zjebało się!
Zjebałam/ zjebało się!!
Zjebałam / zjebało się!!!
cholera. cholera. cholera. cholera.
Nie ogarniam już niczego, dosłownie. Nie mam ochoty uczestniczyć w tym przedstawieniu zwanym życiem. Doprawdy, jak można było się zakochać w osobie najmniej odpowiedniej. W dodatku przyszła jesień i mam mega, mega doły! Połączmy to wszystko i już wiadomo, dlaczego NIE. MAM. OCHOTY. ŻYĆ!
Nie mam. Po prostu. Nie mam....
KURWA MAĆ!!
Wszystko jest nie tak. Wszystko, dosłownie wszystko. Znowu całe życie zawaliło się na głowę. Przytyłam 4kg i muszę to zrzucić, by osiągnąć równowagę psychiczną, inaczej będzie tragicznie ze mną, dlatego też 1 dzień Dukana powoli za mną. Błagam, chcę na tym wytrwać. BŁAGAM!!!
Następna sprawa... nie wiem czy gorsza od pierwszej, czy raczej na równi z nią? Kiedy ostatni raz mówiłam, że kocham? W gimnazjum, ale to było szczeniackie. Koleś nawet ze mną nie rozmawiał, a teraz... boże, boże, boże. Czemu to miało służyć?
Czy to jest miłość? Kiedy ja bym chciała spędzać z nim każdą chwilę, rozmawiać ile wlezie, iść na spacer w deszczu, poskakac po kałużach, przytulić się do niego, mieć z nim dzieci, psa, koty, dom, drzewo, ogródek. Razem z nim słuchac muzyki całymi dniami, pocieszać go, całować w czoło, kiedy mu źle. Być blisko Niego całymi dniami. Latami. Na zawsze.
To nie jest szczeniacka miłość. Tu chodzi o charakter chłopaka, nie o wygląd, bo urodą nie grzeszy, jest rok młodszy i jest totalnym przeciwieństwem osoby, której całe życie szukałam, ale (oprócz okularów), co jest w nim takiego, że ja ciągnę do Niego jak mucha do gówna? Zajebiste porównanie, ale bardzo trafne.
Ostatnio dowiedziałam się, że woli inną, bo woli. Bo to ona pierwsza napierdalała mu w nocy przez skajpa, nie ja. Bo to ona ma bardziej filozoficzną naturę niż ja, bo to ona jest chuda i ładna, pomimo, że większe z niej dziecko Neo niż ja. Ale to ona jest ... lepsza. Dla Niego. Imponuje mu we wszystkim.
P. chce prowadzić samotne życie, ale coraz bardziej skłaniam się ku temu, że gdyby tylko ta inna mieszkała blisko, jego samotność by się wykruszyła.
A jaka w tym moja rola? Ja tu tylko sprzątam.
Dlaczego niektórzy są szczupli, mają swoje pasje, talenty, a inni nie mają niczego?
Zupełnie niczego.
nikim. nikim. nikim.
nikim. nikim. nikim. nikim.
nikim. nikim. nikim. nikim. nikim.
Kurcze, i znowu to samo. Ponownie przejechałam się na facecie, z których nawet nie zaczęłam porządnie kręcić
!?
Znowu zaważyła na tym jedna rzecz... jedna jedyna, bo inaczej... byłoby zupełnie na odwrót. Przecież mieliśmy w cholerę wspólnych tematów. On nawet sam powiedział, że z nikim tak dlugo i często nie rozmawiał jak ze mną, a wystarczyło kilka następnych godzin, by nie odezwał się do dzisiaj. Oczywiście, zaczał mi pisać na fb, że pisał do mnie, chociaż mi nic nie doszło i jemu także nic nie doszło ode mnie. Oczywiście. Ciekawe, dlaczego TERAZ nie pisze, skoro PODOBNO nie dochodzą nam smsy od siebie nawzajem.
To jest okropne. Dobrze, że jeszcze się nie zajawiłam na niego, bo ostatnim razem, rozryczałam się przy rodzicach, co normalnie nigdy tego nie robię. Nie uzewnętrzniam się przed nimi, nigdy, ale wtedy nie wytrzymałam już. Koleś był w moim typie, dawał mi pieprzoną nadzieję i nagle... bum. Znalazł sobie inną, bo między nami "nie zaiskrzyło". Kurwaaaaaaa!
Ten za to jest MEGA przystojny. Z górnej półki. Jestem zbyt chujowa na niego, niestety ;(( Żałuję, że TA JEDNA RZECZ przeszkodziła nam w stworzeniu być może czegoś cudownego.
I znowu chujnia.
I znowu pustka.
I znowu samotność.
I znowu kolejne odepchnięcie.
brak kategorii (170)
Kopcik (4)
wszystkie (174)
snape (1)snape seks huncwoci harry potter mruczka nadine wa (1)